Odc. 12 Wpadka


wpadka

Od dłuższego czasu między innymi do urzędu, w którym pracuję przychodzi coraz to więcej maili, w których to „mobilizuje się”, między innymi mnie, do jeszcze bardziej aktywnej sprzedaży, proponowania klientowi doładowań POS, kredytów, ubezpieczeń itd.

Wczoraj trafił kolejny mail, w którym to dużymi literami, z dziesiątkiem wykrzykników „mobilizuje się” załogę do sprzedaży doładowań POS. Pozwolę sobie zacytować jego fragment z zachowaniem oryginalnej pisowni cyt. ”KAŻDEMU KLIENTOWI NALEŻY ZAPROPONOWAĆ DOŁADOWANIE !!! Nie ma znaczenia to, że klient był tydzień temu i odmówił skorzystania z usługi. Biorąc pod uwagę nasze najgorsze w skali Sekcji wykonanie jest to konieczność!!! Jednocześnie lojalnie uprzedzam, że codziennie w tej chwili odwiedzał będę placówki (w tym filie) i w przypadku braku aktywnej sprzedaży doładowań wyciągał będę konsekwencje (nie tylko w stosunku do asystenta, ale także kadry nadzoru).”

Nie ukrywam, że po przeczytaniu takiego tekstu mobilizacja załogi wzrasta, oczywiście wprost proporcjonalnie do oczekiwań piszącego cytowane słowa. Zastanawialiśmy się też wczoraj w urzędzie,jakież to konsekwencje nam grożą? Pozbawi się nas kilkudziesięciu złotych premii, bo w takiej wysokości od kilku miesięcy ją otrzymujemy? Zgodnie stwierdziliśmy, że mogą sobie ją zabrać w całości, nikomu już na niej nie zależy. Niemniej najbardziej zmotywowani poczuliśmy się, gdy przeczytaliśmy, że cyt.: 
„Miejcie na względzie, że kontrola z Centrali jeszcze się na naszym terenie nie pojawiła, więc oprócz sprzedaży zabezpieczamy się przed wielką „wpadką”.” 

Po tych słowach nastąpiła u nas pewnego rodzaju konsternacja, bo zależy tam komuś na zwiększeniu sprzedaży, czy uniknięciu jakiejś tam „wpadki”? Z takim podejściem, wymuszaniem, straszeniem, z pewnością sprzedaż jakichkolwiek usług będzie jedynie co spadać. I jak widać na powyższym przykładzie nie chodzi tu o zwiększenie sprzedaży, bo wiązałoby się z pewnego rodzaju wysiłkiem dla zarządzających, co i jak zrobić by załogę zachęcić, a bardziej w tym wszystkim chodzi o to, by nie zaliczyć „wpadki”. 

Mnie „wpadka” nie grozi, więc…