Odc. 1 Areszt domowy


22 kwietnia bieżącego roku na naszym profilu facebookowym zamieściliśmy wyrok sądu dotyczący rzekomego mobbingu. Nie uczyniliśmy tego przypadkiem, gdyż wyrok ten dotyczył J.S.- pracownika PP S.A. Okazuje się, że historia ta jeszcze się nie skończyła, a nabiera coraz ciekawszych barw. Sąd w postanowieniu nakazał przywrócenie go na dotychczasowe stanowisko pracy, na warunkach pracy i płacy obowiązujących przed zwolnieniem z pracy. 

W normalnej, cywilizowanej firmie nie powinno w tej sprawie nastąpić nic szczególnego. Jest prawomocny wyrok, więc należy go wykonać i podporządkować się decyzji sądu. Dla niektórych jednak rzeczy proste okazują się bardzo skomplikowane. Na marginesie dodamy, że nas pewne zachowania już specjalnie nie dziwią, gdyż pamiętamy doskonale zlekceważenie przez pracodawcę wyroku Sądu Najwyższego w zakresie działalności Zakładowego Społecznego Inspektora Pracy. 

Wróćmy jednak do sprawy J.S. W marcu 2015 roku po uprawomocnieniu się korzystnego dla niego wyroku, Pracodawca łaskawie przyjął J.S. na łono firmy. Pierwszego dnia stawienia się do pracy został on delegowany na okres 3 miesięcy do wykonywania innych czynności na całkiem innym stanowisku pracy. W dobie wyzwań wzrostu powierzono mu wykonywanie pracy o bardzo niskiej wartości. Pracę którą śmiało mógłby wykonywać nastolatek. Otrzymywał przy tym wynagrodzenie odpowiadające stanowisku kierowniczemu. Niewątpliwie te Oszczędności zasługują na duże O.

Po dwóch miesiącach doszło do pierwszego spotkania tego pracownika z przedstawicielami PKL, którzy to bez najmniejszego zażenowania zaproponowali mu dobrowolne odejście z PP S.A. w ramach PDO, pomimo tego, że program ten już nie obowiązuje. Zaproponowano mu 6-krotność jego wynagrodzenia. Niebywała determinacja do pozbycia się go z firmy. J.S nie wyraził zgody na tę propozycję. W zeszłym tygodniu po raz kolejny pojawili się u niego przedstawiciele Pionu Kapitału Ludzkiego z kolejną propozycją. Tym razem na stole pojawiła się oferta zakończonego już PDO, ale z 9-krotnością wynagrodzenia lub samodzielne stanowisko pracy, którego nota bene w wykazie rejestrowanego obecnie ZUZP nie ma. 

25 maja J.S. poinformował pełnomocników pracodawcy, że żadna ze złożonych propozycji nie może być przez niego poważnie traktowana i oczekuje wykonania prawomocnego wyroku w swojej sprawie. Co ważne, tego dnia mijał okres jego delegowania. Tuż przed zakończeniem pracy, tj. o godzinie 14:47 J.S. otrzymał informację mailową, iż w dniu następnym ma stawić się w Katowicach. Nie poinformowano go przy tym, jako kto ma się tam udać, kto wystawi mu delegację i kto rozliczy mu koszty podróży. W związku z takim postawieniem sprawy, zwrócił się do Przewodniczącego WZZPP (który przed sądem był jego pełnomocnikiem procesowym) z prośbą, by ten udał się wraz z nim na wspomniane spotkanie. 

26 maja okazało się, że celem spotkania w Katowicach było wręczenie pisma, na mocy którego J.S. w okresie 26.05- 25.08.2015 roku jest zwolniony z obowiązku świadczenia pracy z zachowaniem prawa do wynagrodzenia. Oczywiście pismo to można było wręczyć we Wrocławiu. Ale nie po raz pierwszy przekonujemy się, że tam, gdzie kończy się logika, zaczyna się Poczta Polska. Po raz kolejny okazało się również, że pracodawca nadal nie zamierza wykonać prawomocnego orzeczenia sądowego. 

Na osobne słowa zasługuje sama treść wręczonego pisma, zwłaszcza fragment mówiący o konieczności przebywania w godzinach 07:30-15:30 pod ściśle określonym adresem, tj. obecnym miejscu zamieszkania. Niestety, ale żadnego logicznego uzasadnienia tak sformułowanej treści przedstawiciele PKL nie przedstawili. Co to za standardy? Brak możliwości wyjścia po wodę, brak możliwości wyjścia do lekarza, brak możliwości jakiegokolwiek wyjazdu do rodziny, brak możliwości zamiany lub sprzedaży obecnego mieszkania tylko dlatego, że pracodawca sobie tego życzy? Czy opuszczenie tego, pewnego rodzaju, aresztu domowego oznaczać będzie nieusprawiedliwioną nieobecność w pracy, od której J.S. został zwolniony? Wydaje się, że twórcy Monty Pythona byliby dumni. Takiego skeczu w swoim repertuarze nie mieli. 

Dla wątpiących przygotowaliśmy skan „nakazu aresztowania”, z którym można się zapoznać tutaj. Pewne dane z przyczyn oczywistych zostały usunięte.

A co to ma wspólnego z naszym cyklem „Wyzwania wzrostu…nie dla wszystkich”? Ano to, że pierwotne uznanie absurdalnych ustaleń Komisji Antymobbingowej jako wiążące, skutkujące rozwiązaniem umowy o pracę oraz obecna niechęć pracodawcy do wykonania prawomocnego wyroku była, jest i wszystko na to wskazuje będzie dość droga. Koszty sądowe, potem świadczona praca poniżej wartości pobieranego wynagrodzenia (delegowanie), teraz wypłacanie wynagrodzenia za brak pracy, a później być może dodatkowe koszty. 

Jest jeden, jedyny koszt, jaki pracodawca ominął i na tym trzeba przyznać zaoszczędził. Podróż za ewidentne polecenie służbowe dla J.S. na trasie Wrocław- Katowice. Koszty te pokrył WZZPP. 

I na koniec pytanie, na które pełnomocnicy pracodawcy nie potrafią odpowiedzieć. Może ktoś z centrali nam lub Panu J.S. odpowie. Czy Poczta Polska S.A. nadal uznaje Pana J.S. za mobbera, czy nie?