Podwyżki. Sukces? A może zmarnowanie szansy?


07.12.17r.
Podwyżki. Sukces? A może zmarnowanie szansy?

W naszej kochanej Poczcie wszystko jest przewidywalne. Już w październiku niemal wszystko przewidziałem. Zapowiedzi grudniowych protestów „listonoszy Polska”, wystąpienie pocztowej Solidarności i jej spotkanie z przedstawicielem właściciela, a także grudniowe podwyżki i oczywiście ojców „sukcesu”. W jednym się pomyliłem. Sądziłem, że w grudniu pojawi się jednorazowe świadczenie świąteczne. W najśmielszych swoich wyobrażeniach nie sądziłem, że takie świadczenie pracownicy sami sobie sfinansują poprzez wyrównanie wzrostu wynagrodzeń od października. Takiego pieczenia kilku mięs na jednym ruszcie jeszcze nie było. 

Porozumienie podpisano, to fakt. Porozumienie, którego zapisy są w oczywisty sposób sprzeczne z prawem. Podwyżki są od października, ale nie dla tych, którzy np. w październiku lub listopadzie zakończyli pocztową karierę. A w czym wykonana już przez nich praca różni się od tej, którą wykonali pracujący nadal? I znowu sprawy w sądzie. A można to było załatwić inaczej. Ale kto by tam słuchał oszołomów?

Zwrócę również uwagę na jeszcze jeden fakt. Otóż pozostających nadal w zatrudnieniu pracodawca, wraz z tak zwanymi reprezentatywnymi związkami zapewnił, że do 20. grudnia wypłaci wyrównanie za październik i listopad. Uważnie czytajcie zatem paski. Szukajcie tam Waszych dodatków. Wszak np. dodatek stażowy również powinien być większy od października. Oblicza się on procentowo od stawki zasadniczej. Sprawdzić również należy, w jaki sposób zostaną rozliczone nadgodziny za te dwa miesiące- według starych stawek czy nowych. 

W październiku pracodawca przedstawił propozycję wzrostu wynagrodzeń dla niektórych grup zawodowych. I w mojej opinii to był krok w dobrym kierunku. Oczywista wrzuta polegająca na umieszczeniu tam naczelników spowodowała ożywioną dyskusję, która skutecznie od zalążka pozytywnych zmian odciągnęło. A ja twierdzę (i jestem gotowy do polemiki w tym temacie, ale na argumenty), że dziś należało środki przeznaczone na wzrost wynagrodzeń przeznaczyć na te grupy, z którymi mamy największy problem, tj. listonoszami, kierowcami i informatykami. Oczywiście do uzgodnionych kwot. Udałoby się w ten sposób uzyskać prawdziwe, odczuwalne podwyżki i realnie likwidować dysproporcje płacowe. 

A tak swoją drogą to dziwne negocjacje prowadzi nasz pracodawca. Rozmawia z organizacją, która w sporze zbiorowym nie jest, a pomija te, z którymi spiera się od miesięcy. Ale o tym w jaki sposób prowadzi się spory zbiorowe w naszej Spółce napiszemy niebawem. Nie, wcale się nie żalę. Znam też swoje miejsce w szeregu. Boję się tylko, czy wyjdzie to na dobre mojej Poczcie. 

Dziwne również są komunikaty. Pracodawca chwali się w nim, że „warunki porozumienia zostały również zaakceptowane przez Wspólną Reprezentację Związkową, działającą pod nazwą Krajowy Komitet Protestacyjno-Strajkowy (WRZ-KKPS)”. A tymczasem „ćwierkające wiewiórki” donoszą, że to nieprawda. Więcej, członkowie tego podmiotu podnoszą niegodność z prawem tego dokumentu. 

Jak zatem ocenić urobek zakończony porozumieniem? Każdy niech go oceni sam. Ja go uważam za kolejną zmarnowaną szansę na przywrócenie normalności w obszarze płac i na realne zwiększenie zatrudnienia tam, gdzie tego naprawdę potrzebujemy.

sekretarz